O mnie

Imię: Sylwia
Hobby: Dietetyka i zdrowe żywienie
Dlaczego ten blog?: Eco-Vital, firma, w której pracuję, zaproponowała mi prowadzenie bloga na temat, który od długiego czasu jest moją pasją i przedmiotem studiów. Chciałabym zarazić moich czytelników miłością do własnego ciała i pasją dbania o siebie w dzień i w nocy, dzięki odpowiedniemu stylowi życia i zrównoważonej, pełnowartościowej diecie.
Kontakt: sylwiawimmer@gmail.com
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archive for września 2013

Kofeina - najlepszy przyjaciel człowieka?

poniedziałek, 30 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Dla jednych jest przyjemnością, dla innych zmorą. Jeżeli jesteśmy kawoszami i nie wyobrażamy sobie dnia bez małej czarnej, pomaga nam ona w codziennym funkcjonowaniu. Gdy po pewnym czasie chcemy z niej zrezygnować, tracimy niemal całkowicie energię do życia. Co tak naprawdę daje nam zawarta w kawie kofeina i jakimi mitami na jej temat jesteśmy przesiąknięci?

Faktem jest, że kofeina zwiększa naszą wydolność psychofizyczną. Przyspiesza naszą przemianę materii, a co za tym idzie – wzmaga sprawność mózgu. Z drugiej jednak strony przyczynia się do odwodnienia organizmu, co z czasem wpływa niekorzystnie na nasze funkcjonowanie i możliwości koncentracji. W umiarkowanych dawkach pobudza nas do działania i pozytywnie oddziałuje na naszą pracę, nie należy jednak przesadzać z ilością.

Na co dzień nie zastanawiamy się nad schematem działania kofeiny. Warto więc zwrócić uwagę na kilka istotnych szczegółów. Przede wszystkim zwiększa ona ilość adrenaliny we krwi, jednocześnie stymulując wydzielanie dopaminy odpowiedzialnej za odczuwanie przez nas przyjemności. Nie ma więc co się dziwić, że po wypiciu kawy jesteśmy o wiele bardziej zmotywowani do pracy, a także szybciej podejmujemy skomplikowane dla nas decyzje. Jednak im większy stopień trudności stojących przed nami zadań, tym bardziej kofeina utrudnia nam działanie. Znajdując się pod jej wpływem odbieramy więcej bodźców, co nie pozwala nam skupić się na gromadzeniu dużej ilości danych. W jakich zadaniach jej spożywanie może się przydać? W takich, które wymagają od nas twórczego myślenia i tzw. swobody skojarzeń. Kofeina pomaga nam w swobodnym pisaniu oraz wysławianiu się, a także w wykonywaniu nudnych, rutynowych czynności. Trudności pojawiają się jednak, gdy stajemy przed zupełnie nowym wyzwaniem.

Ciężko też mówić o jednej regule oddziaływania na każdego z nas. Osobom, które dysponują wolną przemianą materii, raczej odradza się przyjmowanie kofeiny w dużych ilościach, ponieważ może zwiększać ryzyko chorób serca. Inaczej jest jednak w przypadku osób posiadających szybką przemianę materii. Spożywanie kofeiny przez nie jest zalecane ze względu na zapobieganie niebezpieczeństwu zachorowania na miażdżycę. Przyzwyczajamy się do niej bardzo szybko. Na jej brak reagujemy drażliwością, bólem głowy, niepokojem i silnymi objawami stresu. Można je złagodzić, pijąc duże ilości niegazowanej wody. Warto także uzbroić się w aspirynę, która zlikwiduje ból. 
 

Zwykle mówimy o dużej zawartości kofeiny w kawie. Łatwo ją jednak znaleźć w składzie leków, popularnych napojów gazowanych, czekolady oraz herbaty zielonej. Ta ostatnia jest szczególnie polecana, jeżeli już nie potrafimy się obejść bez kofeiny. Oczyszcza krew, obniża poziom cholesterolu oraz ciśnienie krwi, a ponadto działa bakteriobójczo.

Karotenoidy - pomaluj swój świat!

środa, 25 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Jakie przysmaki najczęściej wywołują uśmiech na waszych twarzach? Czekolada, żelki? A może tatar z Sokołowa? O tym ostatnim piszę, bo często na widok literki „E” dostajemy gęsiej skórki i krzyczymy, że to ta wstrętna chemia. Tymczasem nie wszystko, co się pod nią kryje, musi być dla nas szkodliwe.


Jedzenie zdecydowanie wpływa na nasz nastrój. Wszyscy mówią, że zdrowe produkty poprawiają nasze samopoczucie, gdy tymczasem uśmiechamy się chrupiąc tłustego kebaba lub hot-doga ze stacji benzynowej. Ostatnie odkrycia nauki pokazują jednak, że korzystne zmiany wywołują w nas przeciwutleniacze zwane karotenoidami. W przeprowadzonym niedawno eksperymencie okazało się, że ich poziom w spożywanych pokarmach był ściśle związany z nastrojem ludzi, którzy brali udział w doświadczeniu. Co prawda poziom optymizmu badano przy użyciu testów psychologicznych, ale liczy się sam efekt.


Karotenoidy to nic innego jak barwniki roślinne. Są one, jak już wcześniej wspomniałam, antyoksydantami, a więc wspomagają procesy obronne organizmu oraz zapobiegają szybkiemu starzeniu. Istnieje ok. 600 barwników roślinnych, ale największe znaczenie dla nas ma 6: beta-karoten, alfa-karoten, kryptoksantyna, likopen, luteina i zeaksantyna. O pierwszym wymienionym chyba nie muszę zbyt wiele pisać. Każdy, komu zależy na ciemnej cerze, szuka produktów, które zawierają jego spore ilości, takich jak szpinak lub marchew. Zastanawialiście się, dlaczego rośliny tak szybko nie usychają, mimo że praktycznie przez cały czas są narażone na działanie promieni słonecznych? Karotenoidy pochłaniają promieniowanie ultrafioletowe, które powoduje powstawanie wolnych rodników, neutralizując ich działanie. Aby zachować dobry wygląd i młodość, koniecznie trzeba spożywać duże ilości warzyw i owoców.


Każdy z barwników ma swoje konkretne zastosowanie i jest wykorzystywany w walce z różnymi chorobami. Likopen skutecznie pomaga w leczeniu raka prostaty bądź żołądka. Duże dawki alfa-karotenu i luteiny znacząco obniżają ryzyko powstawania w organizmie nowotworu płuc. Luteina pozwala na lepsze widzenie w nocy, zapobiega zaćmie i chroni siatkówkę oka. Jak już wspomniałam, karotenoidy są powszechnie wykorzystywanymi substancjami w procesie produkcji żywności. Najczęściej jednak określa się je symbolami: E160a, E160b, E160c, E160d, E160e i E160f. Mało kto z nas ma więc pojęcie, z czym tak naprawdę się spotyka.


W stronę słońca

wtorek, 24 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Winogrona to prawdopodobnie jeden z pierwszych gatunków owoców, jakie człowiek zaczął uprawiać. Stanowią źródło wielu niezbędnych nam witamin i składników odżywczych, dlatego też zaleca się spożywanie ich szczególnie w porze jesiennej. Ponadto jest to podstawowy surowiec wykorzystywany do produkcji wina. Dlaczego warto jeść winogrona? Opowiedzą o tym eksperci kulinarni z Eco-Vital.
Na pewno podnoszą naszą odporność na wszelkie infekcje. Podwyższają poziom tzw. dobrego cholesterolu, przez co zapobiegają miażdżycy. Przynoszą korzyści naszemu sercu oraz całemu kładowi krwionośnemu ze względu na wysoką zawartość potasu. Zawierają także łatwo przyswajalną przez nasz organizm fruktozę i glukozę. O dobrodziejstwachpłynących z jedzenia winogron można by było napisać bardzo wiele. Warto jednak skupić się także na ich rodzajach oraz sposobach pielęgnacji.

Winorośl uprawia się najczęściej na słonecznych, ciepłych i chronionych przed wiatrem zboczach. Dobrze nasłonecznione miejsca sprzyjają odpowiedniemu rozwojowi owoców oraz wzrostowi ich jakości. Nasz klimat doskonale nadaje się do uprawy winogron, choć oczywiście nie wszystkich gatunków. Przede wszystkim należy zapewnić im gliniasto – piaszczyste podłoże, które nagrzewa się w dość szybkim tempie, dodatkowo przepuszczając ciepło. 

Wyróżniamy dwa podstawowe gatunki. Jeżeli jesteśmy przyzwyczajeni do pysznych, słodkich owoców po zerwaniu prosto z drzewa, powinniśmy sięgnąć po jedną z odmian deserowych. Charakteryzują się one gęstym miąższem oraz delikatną skórką. Sadzimy je przy podporach mocowanych w ścianach budynków oraz wykorzystujemy jako ozdobę murów. Możemy także uprawiać je w sposób tradycyjny, puszczając je po drutach rozpiętych na mocno wbitych w ziemię słupkach. Są one wytrzymałe na mróz i inne niekorzystne warunki atmosferyczne, zimą jednak bezpieczniej jest okryć je w celu zabezpieczenia przed niszczeniem pąków. Krótko mówiąc, odmiany deserowe, jak sama nazwa wskazuje, najlepiej nadają się do jedzenia na surowo bądź jako dodatki do wszelkich deserów. Dla miłośników wina najlepszym rozwiązaniem będzie odmiana deserowo – winna, inaczej zwana przerobową. Mamy tutaj takie gatunki jak rondo, które obficie owocuje i daje możliwość uzyskania wysokiej jakości wina, ale jest dużo mniej mrozoodporne. Wykazują za to dużą odporność na choroby i różnego rodzaju grzyby. 

Winogrona są na tyle uniwersalne pod względem warunków atmosferycznych oraz walorów smakowych, że powinny być uprawiane przez każdego, kto znajdzie na nie odrobinę miejsca. Ich działanie do dziś wydaje się być niedocenione. Bardzo dobrze wpływają na naszą cerę oraz nawadniają nasz organizm. Przeciwdziałają wielu dolegliwościom takim jak zaparcia, choroby nerek i wątroby.

Gorzka czekolada - przepis na młodość

poniedziałek, 16 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Wiemy, że uzależnia i jest doskonałym przysmakiem na każdą okazję. Leczy z depresji, wspomaga w nauce, ale także może być przyczyną otyłości. Jak jest naprawdę? Czy te wszystkie właściwości dotyczą również gorzkiej czekolady? Dziś kilka słów o tym, dlaczego warto po nią sięgać.

Mowa oczywiście nie o smaku, ale o jej pozytywnym działaniu, udowodnionym zresztą naukowo. Gorzka czekolada zawiera więcej przeciwutleniaczy niż owoce, przez co wpływa korzystnie na nasz system odpornościowy. 
Z przeprowadzonych badań wynika, że antyoksydanty skutecznie zapobiegają wielu chorobom oraz opóźniają procesy starzenia. W szczególności powinni ją spożywać mieszkańcy dużych miast, którzy są bardziej narażeni na działanie szkodliwych wolnych rodników. Wszelkie przeciwutleniacze neutralizują ich negatywne działanie. Warto również zwrócić uwagę na liczby:

  • 228 mg magnezu (zawartych jest w 100 g gorzkiej czekolady);
  • 720 mg potasu;
  • 12 g błonnika.
Gorzka czekolada stanowi także bogate źródło fosforu i cynku oraz kwasów omega-6. Ponadto po jej zjedzeniu stężenie glukozy w naszych organizmach rośnie dużo wolniej niż wskutek jedzenia pokarmów bogatszych w cukier.

Pracownicy Eco Vital podpowiadają jak jeść zdrowoIstnieje wiele stereotypów. Jeden z nich mówi, że czekolada wywołuje próchnicę. Nic bardziej mylnego. Dzięki wysokiej zawartości związków chemicznych zwanych taninami czekolada utrudnia odkładanie się kamienia nazębnego. Nieprawdą jest także, że wywołuje trądzik. Jeżeli zachowujemy umiar w jej spożywaniu, poprawiamy kondycję naszej skóry dzięki flawonoidom, nawilżającym cerę i udoskonalającym jej strukturę. Co więcej, badania wykluczyły również związek między jedzeniem czekolady, a powstawaniem migreny. Przesąd ten wyrósł z dość prozaicznej przyczyny. Otóż po czekoladę sięgają często kobiety, u których zachodzą zmiany hormonalne wywołujące właśnie migrenę. To właśnie te dolegliwości są odpowiedzialne za uporczywe bóle głowy. Wreszcie, nawiązując do pożytecznych dla nas właściwości tego jakże popularnego przysmaku, czekolada zawiera hormony szczęścia, co sprawia, że stanowi naturalny lek na obniżenie nastroju oraz chandrę.
Dla ciekawostki dodam, że gorzka czekolada może mieć działanie... odchudzające! Jak to możliwe? Spowalnia trawienie i wywołuje uczucie sytości, dzięki czemu spożywamy nieco mniej kalorii niż zwykle. Co odróżnia gorzką czekoladę od reszty? Wysoka zawartość kakao w zamian za cukier. Jeżeli koniecznie decydujemy się nawet na czekoladę mleczną, warto kupić taką, której 70 % składu będzie stanowiła miazga kakaowa.

Zdrów jak ryba?

piątek, 13 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
O rybach wiemy bardzo wiele. Na pewno zawierają dużą ilość nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Pełnią one kluczową rolę w procesie odchudzania i przede wszystkim nie odkładają się w tkance tłuszczowej. Nie wyobrażamy sobie zdrowej i pożywnej diety bez dań rybnych. Tymczasem okazuje się, że spożywając ryby zbyt często, jesteśmy narażeni na działanie szkodliwych substancji i związków chemicznych.


Rtęć, bo o niej tutaj mowa, jest jednym z najbardziej toksycznych składników naszego środowiska naturalnego. Nawet w niewielkich ilościach może spowodować nieodwracalne zaburzenia w funkcjonowaniu organizmów żywych. Szczególnie narażonymi „nośnikami” rtęci są ptaki oraz lubiane przez nas ryby. Mimo iż w Polsce poziom ich spożycia jest stosunkowo niski, nadal jesteśmy zagrożeni. Pierwiastek ten kumuluje się w organizmach zamieszkujących środowisko wodne. Nie zabija natychmiast, ale wpływa niekorzystnie na płodność, a w skrajnych przypadkach uniemożliwia reprodukcję. Dotyczy to nie tylko zwierząt przebywających w pobliżu źródeł zanieczyszczeń. Procesy takie jak spalanie węgla oraz wydobycie złota powodują wydzielanie do atmosfery szkodliwych dla nas związków rtęci, a ponadto w wielu miejscach świata jej stężenie przekracza normy przyjęte przez międzynarodowe konwencje.


Organizmy żywe mają problemy z usuwaniem rtęci. Z racji, że zachodzi jej kumulacja, najbardziej zagrożone są gatunki drapieżne. Sami jesteśmy drapieżnikami. Spożywając tuńczyka, znajdującego się na wysokim szczeblu łańcucha pokarmowego, pochłaniamy wyższą zawartość pierwiastka w porównaniu do innych ryb. W przypadku rtęci nie skutkuje dłuższe gotowanie, pieczenie, smażenie lub inne metody wytapiania tłuszczu. Wszelkie szkodliwe substancje znikają, ale rtęć zawsze pozostaje. Gromadzi się głównie w wątrobie i innych wnętrznościach. Dlatego też dobrze jest oczyścić i wypatroszyć rybę przed przygotowaniem. Zbyt duże stężenie rtęci jest powodem uszkodzeń centralnego układu nerwowego. Ptaki zmieniają swój śpiew, ryby anemicznie reagują na ataki drapieżników, a ludzie? Zaczynają się dziwnie zachowywać. Łatwo dostrzec, że negatywne zmiany zachodzą w całym łańcuchu pokarmowym i nie dotyczą tylko jego pierwszego ogniwa.


Jak radzić sobie z narastającym problemem? Oczywiście, że nie warto rezygnować z ryb. Aby przekroczyć tygodniową, 70 – kilogramowy człowiek musiałby zjeść 25 100 – gramowych puszek z tuńczykiem. Spożywać ryby należy więc nie częściej niż 2 lub 3 razy w tygodniu.

Pij mleko, będziesz... chory?

czwartek, 12 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer

Mogłoby się wydawać, że mleko i jego pochodne to jedne z najzdrowszych składników spożywczych. Od dziecka wpajano nam, że mleko to samo zdrowie. Dla Europejczyków być może tak, ale np. dla mieszkańców Bliskiego Wschodu czy Afryki mleko to produkt trujący.
Ponad 70% mieszkańców świata nie trawi cukru zawartego w mleku, czyli laktozy. Wśród Polaków jest to prawie 30% populacji. Dla porównania - tylko ok. 2% Szwedów ma ten kłopot. Natomiast prawie wszyscy rdzenni Afrykanie i Latynosi borykają się z tym problemem. Winowajcą jest pewien enzym, a raczej jego brak. Laktaza, czyli enzym odpowiedzialny za rozkład laktozy, zazwyczaj występuje w jelicie cienkim. U niektórych osób pojawia się jednak jego niedobór, co objawia się nieprzyjemnymi objawami gastrycznymi. Zatem, jeśli czujesz się wzdęty po zjedzeniu kanapki z twarożkiem lub jeżeli wypicie szklanki mleka skutkuje u ciebie wizytą w toalecie, prawdopodobnie należysz do grona "szczęśliwców" cierpiących na nietolerancję laktozy.
Najprostszym sposobem na zdiagnozowanie tej dolegliwości jest wyeliminowanie z diety mleka i produktów mlecznych. Jeśli wtedy objawy ustąpią, jest to jednoznaczny znak, że nasz organizm nie wytwarza odpowiedniej ilości laktazy. Z czasem możemy spróbować stopniowo wprowadzać produkty mleczne do codziennej diety i obserwować reakcje organizmu. Osoby nie cierpiące na ostrą odmianę tego schorzenia mogą zazwyczaj spożywać twarde sery żółte, jogurty, kefiry i inne produkty mleczne, w których laktoza została już rozłożona przez odpowiednie bakterie.


Warto dodać, że nietolerancja laktozy występuje w trzech odmianach:
- pierwotna - może pojawić się w każdym wieku i trwa aż do śmierci, organizm co roku wytwarza coraz mniej enzymu laktazy, 
- wtórna - spowodowana jest przebytą chorobą lub ubocznym działaniem leków (aspiryny, antybiotyków, środków przeciw zapalnych), które niszczą błonę śluzową jelita cienkiego, co hamuje produkcję laktazy na wiele tygodni. Nietolerancja wtórna przechodzi po pewnym czasie.
- wrodzona - nietolerancja występuje najrzadziej, pojawia się zaraz po porodzie i spowodowana jest defektem genetycznym, w wyniku jakiego jelito cienkie w ogóle nie produkuje laktazy. Ujawnia się ona w pierwszym tygodniu życia, spożycie laktozy wywołuje u noworodków groźną biegunkę, która prowadzi do odwodnienia. Noworodek musi przejść na preparaty mleko zastępcze nie zawierające laktozy. 


Jesienna równowaga

wtorek, 10 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Dziś spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy z okazji nadchodzącej jesieni warto zmienić swoje nawyki żywieniowe. W końcówce lata, kiedy opadają z nas wszelkie siły witalne, potrzebujemy znacznie więcej witamin i minerałów, niż wcześniej. Ma to związek również ze zbliżającą się zimą.

Podstawą odżywiania się jesienią jest urozmaicenie pod względem produktów. Warzywa takie jak brukselka, kalafior, papryka czy marchew bogate są w składniki mineralne, które śmiało można, a nawet trzeba włączyć do swojego menu. Dzięki ich spożywaniu możemy znacznie wzmocnić odporność organizmu. To jednak nie wszystko, o co powinniśmy zadbać. Niezmiernie ważne są produkty przeciwdziałające stresowi, smutkowi oraz codziennemu zmęczeniu. Należą do nich głównie suszone owoce, takie jak np. śliwki, które zawierają spore ilości magnezu i żelaza – dwóch antystresowych pierwiastków. Zdarza się, że potrafimy zrobić wszystko, byleby tylko nie przytyć w czasie jesieni i zimy. Nic bardziej mylnego. Jeżeli zaczniemy unikać węglowodanów, nasz nastrój ulegnie obniżeniu. Wystarczy zachować umiar i spożywać tzw. węglowodany złożone, które wolniej się wchłaniają i dostarczają energii na długi czas. Ponadto czekolada zawiera składniki o działaniu psychoaktywnym, które poprawiają nasze samopoczucie.

Warto spożywać również przyprawy, takie jak chili czy papryka. Pobudzają one mózg do wydzielania endorfin. Natomiast goździki, cynamon i imbir rozgrzewają organizm i korzystnie wpływają na nasze samopoczucie. 

Jesienią zdecydowanie spada tempo naszej przemiany materii. Organizm spala dużo mniej kalorii, niż mu dostarczamy. Chętniej sięgamy po słodycze, by później żałować, że przybyło nam kilka dodatkowych kilogramów. Zamiast spożywać puste kalorie, warto skupić się na produktach zawierających błonnik, któremu również poświęciłam wpis na moim blogu. Surowe warzywa i pełnoziarniste pieczywo to doskonały sposób na jego dostarczenie organizmowi. Dzięki temu poprawimy perystaltykę jelit i będziemy więcej spalać w czasie, kiedy nasz organizm wykazuje największą pod tym względem aktywność (ok. południa). W pracy rzadko mamy czas nad tym, by zastanawiać się, co jemy. Jeśli wykażemy odrobinę zaangażowania, możemy uniknąć późniejszych problemów z nadwagą. Nie chodzi o to, ile jeść, ale jakiej jakości są to produkty. Przy okazji wzmocnimy swój organizm i będziemy się czuli komfortowo przez cały chłodniejszy okres naszego roku.