Kwasy z opakowań
Kilka postów wcześniej pisałam o
dodawanych do niemal każdej żywności barwnikach. Dziś opowiem co
nieco o regulatorach kwasowości, które również stanowią ważny
składnik produktów spożywczych. Przede wszystkim pełnią rolę
konserwantów i współuczestniczą w zachowaniu odpowiedniego koloru
towaru.
Zakwaszanie produktów jest jednym z
wielu sposobów przedłużania ich przydatności do spożycia.
Niektóre z nich muszą osiągnąć pewien poziom kwasowości, aby
nie ulec zakażeniu. Z tego powodu kwasimy ogórki, kalafiory oraz
karczochy. Szczególnie silne toksyny produkuje laska kwasu
kiełbasianego. Najbardziej znanym i powszechnie wykorzystywanym w
przemyśle odżywczym regulatorem jest kwas cytrynowy. W
szczególności wzmaga aktywność przeciwutleniaczy. Najczęściej
wykorzystywany jest również jako zagęszczacz do marmolady. Również
inne składniki wykazują kilka właściwości. Octan wapnia nie
tylko używany jest w procesie produkcji do zakwaszania, ale również
jako doskonały konserwant hamujący rozwój niepożądanych i
szkodliwych bakterii.
Warto znać kilka istotnych faktów
dotyczących regulatorów i zagęszczaczy. Bardzo często zdarza się,
że na etykiecie produktów, w ich składzie widnieje sformułowanie
„aromat identyczny z naturalnym”. Pierwsze, co zazwyczaj
przychodzi nam wówczas to głowy, to pytanie, gdzie tkwi haczyk.
Automatycznie stawiamy znak równości między identycznym i
naturalnym. Niekiedy zdarzają się sytuacje wręcz odwrotne.
Określenie, iż substancja jest identyczna z naturalną, oznacza
związek chemiczny o identycznym składzie, który otrzymano inną
metodą niż ze źródeł naturalnych. Trudno dziś stosować podział
na substancje naturalne i syntetyczne. Najważniejsza jest czystość
produktu końcowego. W wyniku wykorzystywania tradycyjnych metod
często pozostaje on dużo bardziej zanieczyszczony niż po
przeprowadzeniu syntezy chemicznej.
Ile cukru w cukrze?
Zastanawiacie się czasami, ile cukru
zawierają spożywane przez Was potrawy? A może spotkaliście się
kiedyś z pojęciem glikemii? Dzisiejszy wpis poświęcony jest
zachodzącym w naszych organizmach relacjom pomiędzy wchłanianymi
węglowodanami, a poziomem glukozy we krwi.
Cukrzyca już dobrych kilka lat temu
została uznana za chorobę cywilizacyjną. Według statystyk na
całym świecie zmaga się z nią ok. 250 mln osób. To jednak tylko
naskórek problemu. Wiele osób choruje na nią, nawet nie zdając
sobie sprawy z powagi sytuacji. Kluczem do walki z chorobą są
regularne badania, dzięki którym można skutecznie złagodzić jej
objawy oraz groźne powikłania. Glikemią nazywamy poziom cukru we
krwi. Wyrażamy go w gramach na litr i u zdrowej osoby na czczo
wynosi ok. 1 g/l. Spożywane przez nas węglowodany są
przekształcane w glukozę, która następnie dostaje się do krwi.
Gdy jej poziom jest podwyższony, trzustka wydziela insulinę w celu
jego obniżenia. Ilość hormonu decyduje o tym, czy jesteśmy w
stanie poradzić sobie z nadmiarem cukru.
Przez wiele lat naukowcy uważali, że
produkty o identycznej zawartości węglowodanów w takim samym
stopniu wpływają na glikemię. Teza ta została jednak obalona
wskutek przeprowadzonych niedawno doświadczeń. W połowie lat 70.
odkryto, iż dużo ważniejszą cechę stanowi zdolność
węglowodanów do podnoszenia poziomu glukozy we krwi. Dr David
Jenkins z uniwersytetu Stanforda opracował metodę oceny IG (
indeksu glikemicznego ). W tym celu przyporządkował glukozie indeks
o wartości 100. Odpowiada ona sytuacji, w której nasz organizm bez
problemów przyswaja cały cukier, który mu udostępniamy. Krótko
mówiąc, indeks glikemiczny informuje nas, w jakim zakresie jesteśmy
w stanie wchłaniać określone węglowodany. Jeżeli jest wysoki,
spowodują one szybki wzrost poziomu glukozy we krwi. Wartość
indeksu dla określonych produktów nie jest wartością stałą,
ponieważ zależy od formy spożywania oraz źródła pochodzenia
danego pokarmu.
Większość produktów węglowodanowych
zawiera cukry złożone, takie jak skrobia. Dotyczy to głównie
owoców, roślin strączkowych oraz zbóż. Przyswajając je, nasz
organizm dokonuje rozkładu składników na glukozę. Proces ten
rozpoczyna się już w jamie ustnej. Od czego najczęściej zależy
wartość IG? Przede wszystkim od metody obróbki produktów.
Niektóre sposoby przetwarzania przemysłowego przyczyniają się do
podniesienia poziomu indeksu. W warunkach wysokiej temperatury może
on wzrosnąć nawet o ponad 100 % w stosunku do wartości pierwotnej
przed poddaniem obróbce. Jeżeli w toku przetwarzania dochodzi do
zwiększenia ciśnienie, indeks może się obniżyć. Dużo bardziej
zdrowo jest jeść makaron ugotowany al dente, ponieważ dłuższe
gotowanie wzmaga proces żelowania skrobi. Zmieniając strukturę
tego cukru, zmieniamy poziom IG, najczęściej na naszą niekorzyść.
Warto korzystać z nowych zdobyczy
nauki. Mimo iż teoria IG jest odrzucana przez część naukowców ze
względu na ich hipokryzję i ignorancję, została naukowo
udowodniona. Póki co, trudno przejść obok niej obojętnie.
Witaminy po ciemnej stronie mocy
O witaminach zawsze i
wszędzie mówi się dużo. Zwykle w samych superlatywach, bo w końcu
nie możemy bez nich żyć, a ich niedobór grozi różnymi
powikłaniami. Nie trzeba także wspominać o korzyściach dla naszej
urody. W tkankach zachodzą procesy decydujące o funkcjonowaniu
całego organizmu i właśnie witaminy są niezbędnymi do ich
przeprowadzania składnikami. Czy w każdej sytuacji stanowią o
naszym bezpieczeństwie czy też czasami powinniśmy ich unikać?
Na wygląd oraz kondycję
naszej skóry największy wpływ ma witamina A. Przyspiesza ona jej
regenerację oraz działa nawilżająco. Łatwo się domyślić, iż
niedobór w tym zakresie przyczynia się do powstawania suchego,
złuszczonego naskórka oraz mniej korzystnego wyglądu zewnętrznego.
W branży kosmetycznej stosuje się retinol, nazywany stabilizowaną
formą witaminy A. Jest to także jej najłatwiejsza do
przedawkowania postać. Przesadzając ze spożyciem retinolu możemy
nabawić się poważnego zatrucia, nudności, biegunki oraz ogólnych
problemów z samopoczuciem. Przedawkowanie może skończyć się dla
nas skomplikowanymi w skutkach schorzeniami, takimi jak zaburzenia
widzenia, uszkodzenia wątroby oraz utrata włosów. Bardzo bogatym
źródłem witaminy A jest tran, jednak charakteryzuje się on dużą
zawartością retinolu. Są jednak o wiele bezpieczniejsze formy jej
przyjmowania. Beta – karoten, znany nam przede wszystkim z soków
marchwiowo – owocowych, stanowi doskonałe rozwiązanie dla naszej
codziennej profilaktyki żywieniowej. Jest on przyjmowany przez nasz
organizm tylko w takich ilościach, w jakich go potrzebujemy. Nie ma
żartów, moi drodzy. Kobietom będącym w okresie ciąży lekarze
stanowczo odradzają przyjmowania zbyt dużych dawek witaminy A,
ponieważ mogą one wywołać trwałe wady u dziecka.
Witamina C z kolei nie
stanowi praktycznie żadnego zagrożenia dla naszego zdrowia. Jako
rozpuszczalny w wodzie składnik naszego pożywienia szybko ulega
zniszczeniu pod wpływem wysokiej temperatury oraz tlenu. Wiąże się
to z tym, że wszelkie suszone owoce lub warzywa, pozbawione są
witaminy C. Jedyne, co może nam zaszkodzić, to jej niedobór. W
ramach ciekawostki warto wspomnieć o tym, iż witaminę odkryto
dzięki badaniom nad szkorbutem, czyli chorobą marynarzy, którą ów
niedobór powoduje. Witamina C doskonale rozpuszcza się w wodzie,
dzięki czemu odczuwany przez organizm nadmiar jest usuwany wraz z
moczem.
Przedawkować można
także witaminy z grupy B. Teoretycznie jest to niewykonalne, jeżeli
przyjmujemy je w formie świeżych owoców i innych naturalnych
składników. Mało prawdopodobne jest również przedawkowanie
witamin w postaci syntetycznej. Możemy jednak mieć do czynienia z
nieprzyjemnymi zaburzeniami neurologicznymi lub bezsennością i
zawrotami głowy.
Kofeina - najlepszy przyjaciel człowieka?
Dla
jednych jest przyjemnością, dla innych zmorą. Jeżeli jesteśmy
kawoszami i nie wyobrażamy sobie dnia bez małej czarnej, pomaga nam
ona w codziennym funkcjonowaniu. Gdy po pewnym czasie chcemy z niej
zrezygnować, tracimy niemal całkowicie energię do życia. Co tak
naprawdę daje nam zawarta w kawie kofeina i jakimi mitami na jej
temat jesteśmy przesiąknięci?
Faktem
jest, że kofeina zwiększa naszą wydolność psychofizyczną.
Przyspiesza naszą przemianę materii, a co za tym idzie – wzmaga
sprawność mózgu. Z drugiej jednak strony przyczynia się do
odwodnienia organizmu, co z czasem wpływa niekorzystnie na nasze
funkcjonowanie i możliwości koncentracji. W umiarkowanych dawkach
pobudza nas do działania i pozytywnie oddziałuje na naszą pracę,
nie należy jednak przesadzać z ilością.
Na
co dzień nie zastanawiamy się nad schematem działania kofeiny.
Warto więc zwrócić uwagę na kilka istotnych szczegółów. Przede
wszystkim zwiększa ona ilość adrenaliny we krwi, jednocześnie
stymulując wydzielanie dopaminy odpowiedzialnej za odczuwanie przez
nas przyjemności. Nie ma więc co się dziwić, że po wypiciu kawy
jesteśmy o wiele bardziej zmotywowani do pracy, a także szybciej
podejmujemy skomplikowane dla nas decyzje. Jednak im większy stopień
trudności stojących przed nami zadań, tym bardziej kofeina
utrudnia nam działanie. Znajdując się pod jej wpływem odbieramy
więcej bodźców, co nie pozwala nam skupić się na gromadzeniu
dużej ilości danych. W jakich zadaniach jej spożywanie może się
przydać? W takich, które wymagają od nas twórczego myślenia i
tzw. swobody skojarzeń. Kofeina pomaga nam w swobodnym pisaniu oraz
wysławianiu się, a także w wykonywaniu nudnych, rutynowych
czynności. Trudności pojawiają się jednak, gdy stajemy przed
zupełnie nowym wyzwaniem.
Ciężko
też mówić o jednej regule oddziaływania na każdego z nas.
Osobom, które dysponują wolną przemianą materii, raczej odradza
się przyjmowanie kofeiny w dużych ilościach, ponieważ może
zwiększać ryzyko chorób serca. Inaczej jest jednak w przypadku
osób posiadających szybką przemianę materii. Spożywanie kofeiny
przez nie jest zalecane ze względu na zapobieganie niebezpieczeństwu
zachorowania na miażdżycę. Przyzwyczajamy się do niej bardzo
szybko. Na jej brak reagujemy drażliwością, bólem głowy,
niepokojem i silnymi objawami stresu. Można je złagodzić,
pijąc duże ilości niegazowanej wody. Warto także uzbroić się w
aspirynę, która zlikwiduje ból.
Karotenoidy - pomaluj swój świat!
Jakie przysmaki najczęściej wywołują
uśmiech na waszych twarzach? Czekolada, żelki? A może tatar z
Sokołowa? O tym ostatnim piszę, bo często na widok literki „E”
dostajemy gęsiej skórki i krzyczymy, że to ta wstrętna chemia.
Tymczasem nie wszystko, co się pod nią kryje, musi być dla nas
szkodliwe.
Jedzenie zdecydowanie wpływa na nasz
nastrój. Wszyscy mówią, że zdrowe produkty poprawiają nasze
samopoczucie, gdy tymczasem uśmiechamy się chrupiąc tłustego
kebaba lub hot-doga ze stacji benzynowej. Ostatnie odkrycia nauki
pokazują jednak, że korzystne zmiany wywołują w nas
przeciwutleniacze zwane karotenoidami. W przeprowadzonym niedawno
eksperymencie okazało się, że ich poziom w spożywanych pokarmach
był ściśle związany z nastrojem ludzi, którzy brali udział w
doświadczeniu. Co prawda poziom optymizmu badano przy użyciu testów
psychologicznych, ale liczy się sam efekt.
Karotenoidy to nic innego jak barwniki roślinne. Są one, jak już
wcześniej wspomniałam, antyoksydantami, a więc wspomagają procesy
obronne organizmu oraz zapobiegają szybkiemu starzeniu. Istnieje ok.
600 barwników roślinnych, ale największe znaczenie dla nas ma 6:
beta-karoten, alfa-karoten, kryptoksantyna, likopen, luteina i
zeaksantyna. O pierwszym wymienionym chyba nie muszę zbyt wiele
pisać. Każdy, komu zależy na ciemnej cerze, szuka produktów,
które zawierają jego spore ilości, takich jak szpinak lub marchew.
Zastanawialiście się, dlaczego rośliny tak szybko nie usychają,
mimo że praktycznie przez cały czas są narażone na działanie
promieni słonecznych? Karotenoidy pochłaniają promieniowanie
ultrafioletowe, które powoduje powstawanie wolnych rodników,
neutralizując ich działanie. Aby zachować dobry wygląd i młodość,
koniecznie trzeba spożywać duże ilości warzyw i owoców.
Każdy z barwników ma swoje konkretne
zastosowanie i jest wykorzystywany w walce z różnymi chorobami.
Likopen skutecznie pomaga w leczeniu raka prostaty bądź żołądka.
Duże dawki alfa-karotenu i luteiny znacząco obniżają ryzyko
powstawania w organizmie nowotworu płuc. Luteina pozwala na lepsze
widzenie w nocy, zapobiega zaćmie i chroni siatkówkę oka. Jak już
wspomniałam, karotenoidy są powszechnie wykorzystywanymi
substancjami w procesie produkcji żywności. Najczęściej jednak
określa się je symbolami: E160a, E160b, E160c, E160d, E160e i
E160f. Mało kto z nas ma więc pojęcie, z czym tak naprawdę się
spotyka.
W stronę słońca
Winogrona to
prawdopodobnie jeden z pierwszych gatunków owoców, jakie człowiek
zaczął uprawiać. Stanowią źródło wielu niezbędnych nam
witamin i składników odżywczych, dlatego też zaleca się
spożywanie ich szczególnie w porze jesiennej. Ponadto jest to
podstawowy surowiec wykorzystywany do produkcji wina. Dlaczego warto
jeść winogrona? Opowiedzą o tym eksperci kulinarni z Eco-Vital.
Na pewno podnoszą naszą
odporność na wszelkie infekcje. Podwyższają poziom tzw. dobrego
cholesterolu, przez co zapobiegają miażdżycy. Przynoszą korzyści
naszemu sercu oraz całemu kładowi krwionośnemu ze względu na
wysoką zawartość potasu. Zawierają także łatwo przyswajalną
przez nasz organizm fruktozę i glukozę. O dobrodziejstwachpłynących z jedzenia winogron można by było napisać bardzo
wiele. Warto jednak skupić się także na ich rodzajach oraz
sposobach pielęgnacji.
Winorośl uprawia się
najczęściej na słonecznych, ciepłych i chronionych przed wiatrem
zboczach. Dobrze nasłonecznione miejsca sprzyjają odpowiedniemu
rozwojowi owoców oraz wzrostowi ich jakości. Nasz klimat doskonale
nadaje się do uprawy winogron, choć oczywiście nie wszystkich
gatunków. Przede wszystkim należy zapewnić im gliniasto –
piaszczyste podłoże, które nagrzewa się w dość szybkim tempie,
dodatkowo przepuszczając ciepło.
Wyróżniamy dwa
podstawowe gatunki. Jeżeli jesteśmy przyzwyczajeni do pysznych,
słodkich owoców po zerwaniu prosto z drzewa, powinniśmy sięgnąć
po jedną z odmian deserowych. Charakteryzują się one gęstym
miąższem oraz delikatną skórką. Sadzimy je przy podporach
mocowanych w ścianach budynków oraz wykorzystujemy jako ozdobę
murów. Możemy także uprawiać je w sposób tradycyjny, puszczając
je po drutach rozpiętych na mocno wbitych w ziemię słupkach. Są
one wytrzymałe na mróz i inne niekorzystne warunki atmosferyczne,
zimą jednak bezpieczniej jest okryć je w celu zabezpieczenia przed
niszczeniem pąków. Krótko mówiąc, odmiany deserowe, jak sama
nazwa wskazuje, najlepiej nadają się do jedzenia na surowo bądź
jako dodatki do wszelkich deserów. Dla miłośników wina najlepszym
rozwiązaniem będzie odmiana deserowo – winna, inaczej zwana
przerobową. Mamy tutaj takie gatunki jak rondo, które obficie
owocuje i daje możliwość uzyskania wysokiej jakości wina, ale
jest dużo mniej mrozoodporne. Wykazują za to dużą odporność na
choroby i różnego rodzaju grzyby.
Winogrona są na tyle
uniwersalne pod względem warunków atmosferycznych oraz walorów
smakowych, że powinny być uprawiane przez każdego, kto znajdzie na
nie odrobinę miejsca. Ich działanie do dziś wydaje się być
niedocenione. Bardzo dobrze wpływają na naszą cerę oraz
nawadniają nasz organizm. Przeciwdziałają wielu dolegliwościom
takim jak zaparcia, choroby nerek i wątroby.
Gorzka czekolada - przepis na młodość
Wiemy,
że uzależnia i jest doskonałym przysmakiem na każdą okazję.
Leczy z depresji, wspomaga w nauce, ale także może być przyczyną
otyłości. Jak jest naprawdę? Czy te wszystkie właściwości
dotyczą również gorzkiej czekolady? Dziś kilka słów o tym,
dlaczego warto po nią sięgać.
Mowa
oczywiście nie o smaku, ale o jej pozytywnym działaniu,
udowodnionym zresztą naukowo. Gorzka czekolada zawiera więcej
przeciwutleniaczy niż owoce, przez co wpływa korzystnie na nasz
system odpornościowy.
Z przeprowadzonych badań wynika, że
antyoksydanty skutecznie zapobiegają wielu chorobom oraz opóźniają
procesy starzenia. W szczególności powinni ją spożywać
mieszkańcy dużych miast, którzy są bardziej narażeni na
działanie szkodliwych wolnych rodników. Wszelkie przeciwutleniacze
neutralizują ich negatywne działanie. Warto również zwrócić
uwagę na liczby:
- 228 mg magnezu (zawartych jest w 100 g gorzkiej czekolady);
- 720 mg potasu;
- 12 g błonnika.
Gorzka
czekolada stanowi także bogate źródło fosforu i cynku oraz kwasów
omega-6. Ponadto po jej zjedzeniu stężenie glukozy w naszych
organizmach rośnie dużo wolniej niż wskutek jedzenia pokarmów
bogatszych w cukier.
Istnieje
wiele stereotypów. Jeden z nich mówi, że czekolada wywołuje
próchnicę. Nic bardziej mylnego. Dzięki wysokiej zawartości
związków chemicznych zwanych taninami czekolada utrudnia odkładanie
się kamienia nazębnego. Nieprawdą jest także, że wywołuje
trądzik. Jeżeli zachowujemy umiar w jej spożywaniu, poprawiamy
kondycję naszej skóry dzięki flawonoidom, nawilżającym cerę i
udoskonalającym jej strukturę. Co więcej, badania wykluczyły
również związek między jedzeniem czekolady, a powstawaniem
migreny. Przesąd ten wyrósł z dość prozaicznej przyczyny. Otóż
po czekoladę sięgają często kobiety, u których zachodzą zmiany
hormonalne wywołujące właśnie migrenę. To właśnie te
dolegliwości są odpowiedzialne za uporczywe bóle głowy. Wreszcie,
nawiązując do pożytecznych dla nas właściwości tego jakże
popularnego przysmaku, czekolada zawiera hormony szczęścia, co
sprawia, że stanowi naturalny lek na obniżenie nastroju oraz
chandrę.
Dla
ciekawostki dodam, że gorzka czekolada może mieć działanie...
odchudzające! Jak to możliwe? Spowalnia trawienie i wywołuje
uczucie sytości, dzięki czemu spożywamy nieco mniej kalorii niż
zwykle. Co odróżnia gorzką czekoladę od reszty? Wysoka zawartość
kakao w zamian za cukier. Jeżeli koniecznie decydujemy się nawet na
czekoladę mleczną, warto kupić taką, której 70 % składu będzie
stanowiła miazga kakaowa.









