O mnie

Imię: Sylwia
Hobby: Dietetyka i zdrowe żywienie
Dlaczego ten blog?: Eco-Vital, firma, w której pracuję, zaproponowała mi prowadzenie bloga na temat, który od długiego czasu jest moją pasją i przedmiotem studiów. Chciałabym zarazić moich czytelników miłością do własnego ciała i pasją dbania o siebie w dzień i w nocy, dzięki odpowiedniemu stylowi życia i zrównoważonej, pełnowartościowej diecie.
Kontakt: sylwiawimmer@gmail.com
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archive for 2013

Dietetyczny przekręt

wtorek, 3 grudnia 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Witaminy, suplementy diety i odżywki. Któż z nas nie miał do czynienia z syntetycznymi odpowiednikami niezbędnych nam do życia środków? Często wierzymy w ich nieograniczoną moc, nie zastanawiając się nad rzeczywistymi konsekwencjami ich zażywania. Pod obietnicami składanymi przez producentów i dystrybutorów kryją się jednak nieznane nam wszystkim fakty, którym postanowiłam poświęcić dzisiejszy wpis. 

Eco Vital praca

Każdy lekarz stwierdzi, że witaminy najlepiej jest przyjmować w naturalnej formie. Środki chemiczne o podobnym działaniu cieszą się jednak coraz większą popularnością, głównie ze względu na oswojenie ludzi z wszelkiego rodzaju pigułkami. Chorujemy coraz częściej i zazwyczaj nie podejmujemy domowych metod leczenia, licząc na skuteczność leków zalecanych nam przez specjalistów. Nie widzimy więc nic złego w przyjmowaniu witaminy C w formie tabletek. Tymczasem nie powinniśmy się oszukiwać. Przedawkowanie czy niedobór istotnych dla działania organizmu substancji stały się najmniejszym problemem. Im bliżej źródła dolegliwości się znajdujemy, tym łatwiej zniechęcić się do wszelkich suplementów. Bardzo często mamy do czynienia z lekami, a nie ze środkami zawierającymi zbiór najważniejszych witamin. Środki te oddziałują na odczuwane przez nas objawy, ignorując przyczyny. Dolegliwości, których doświadczamy, świadczą jednak o podjęciu przez organizm walki z chorobą. Nie znamy jej źródła, ale wiemy, że nasze siły obronne zostały postawione w stan pogotowia i są zdeterminowane do przeciwdziałania zagrożeniom. Maskując te objawy, stajemy się nieświadomi drzemiącego w nas niebezpieczeństwa. 

Eco Vital przedstawiciel handlowy

Najczęściej kupujemy określone środki, mając nadzieję, że dzięki nim nasza codzienna dieta przyniesie większe skutki. Faktem jest, że witamina C skutecznie obniża poziom złego cholesterolu, zwanego LDL (lipoproteiny o niskiej gęstości). Lipoproteiny transportują cholesterol z wątroby do komórek, gdzie bierze on udział w ważnych procesach. W przypadku nadmiaru może się to jednak skończyć chorobą serca, ponieważ jego złogi powodują zwężanie się tętnic. Bywa tak, że wzrost poziomu związków cholesterolowych we krwi jest zdeterminowany wzmożoną walką z dokuczającym nam schorzeniem. W naszym organizmie występują w zbyt dużych ilościach toksyny, z którymi nie potrafi sobie poradzić układ wydalniczy. Następuje tzw. toksemia. Cholesterol LDL wpływa na likwidację wolnych rodników, które stanowią niszczycielską siłę w naszym wnętrzu, porównywaną przez dietetyków do słonia cierpiącego na ADHD. 

Eco Vital praca

Statystyki mówią, że co piąty importowany preparat witaminowy dostępny w Polsce nie spełnia pożądanych norm, a w przypadku 3% z nich stwierdzone zostało przekroczenie dopuszczalnej dawki metali ciężkich. Nie trzeba ich nawet rejestrować, stąd dość szybko zostają dopuszczone do użytku. Obowiązkiem urzędników jest oczywiście zbadanie nieszkodliwości takiego specyfiku. Niekoniecznie muszą jednak sprawdzać, czy lek faktycznie działa. Koniec końców kupujemy gotowy preparat w aptece i faszerujemy się mnóstwem substancji, których nie potrzebujemy. Co najlepiej zrobić? Pójść do lekarza rodzinnego, który stwierdzi niedobór konkretnej witaminy i zaleci nam odpowiednie dawki. Nie warto narażać swojego zdrowia na szwank naiwnie wierząc, że wszystko, co zawiera witaminy, ma na nas zbawienny wpływ.

Wojna pozycyjna

Ostra biegunka, wymioty i tydzień wyjęty z życiorysu. Ci, którzy mieli już do czynienia z grypą żołądkową, doskonale wiedzą, o czym mowa. Rotawirusy, czyli główni sprawcy nieprzyjemnych dolegliwości, stanowią dla nas duże zagrożenie, w skrajnych przypadkach nawet śmiertelne. Nie warto ich ignorować, zwłaszcza gdy występują u dzieci.

Eco Vital rewolucje na talerzu

To właśnie dla najmłodszych rotawirusy stanowią szczególne niebezpieczeństwo. Źródłem zakażenia zazwyczaj jest inna osoba chora. Organizm próbuje wydalać nieproszonych gości jeszcze przed wystąpieniem pierwszych objawów. Zadanie to do łatwych nie należy, ponieważ żadne środki dezynfekcyjne nie przynoszą w tym przypadku pożądanych efektów. Wirusy natomiast rozprzestrzeniają się bardzo szybko i dość sprawnie docierają do przewodu pokarmowego. Nawet jeżeli nie mamy do czynienia z osobą zarażoną, niekiedy nietrudno o kontakt z zanieczyszczoną wodą lub pożywieniem. Produkty, które nie wymagają obróbki cieplnej, są najbardziej narażone na „przechowywanie” rotawirusów. Najczęściej chorują dzieci w wieku do lat trzech. Skuteczną ochronę w tym okresie stanowi karmienie piersią. Starsze dzieci przechodzą grypę z nieco większym trudem. Jej lekceważenie jest bardzo nierozsądne, ponieważ organizm w tym czasie jest odwodniony, a kontrolowanie tego procesu sprawia spore problemy. Wszystko, co spożywamy, jest bowiem niemal natychmiast wydalane, dlatego też czasami chorujący wymaga pełnej hospitalizacji. Leczenie zaburzeń wywoływanych przez rotawirusy ma charakter objawowy. Celem terapii jest maksymalne złagodzenie odczuwanych dolegliwości. Krótko mówiąc, trzeba swoje wycierpieć i poczekać na powrót do optymalnego stanu zdrowia.

Eco Vital praca

Uzupełnianie zapasu płynów to jednak nie wszystko, co jesteśmy w stanie zrobić. Zapewne niektórzy z Was słyszeli o leczniczych właściwościach Coca Coli. Zawarty w napoju kwas fosforowy jest powszechnie stosowany w doustnych środkach przeciwko wymiotom. Colę należy pić w szklance, niegazowaną, mniej więcej co godzinę. Jako ciekawostkę warto przypomnieć, że twórca przepisu na nią, John Pemberton, był z zawodu farmaceutą. Prohibicja wprowadzona w Stanach Zjednoczonych przyczyniła się do poszukiwania nowych form używek. Uzależniony od morfiny aptekarz w prototypie swojego napoju użył także kokainy. Dzisiejsza Cola niewiele różni się od tej z początków XX wieku. Należy jednak pamiętać, że tylko oryginalny napój zawiera wszystkie przydatne w leczeniu substancje, takie jak pepsyna czy kwas fosforowy. Pepsyna to enzym trawienny występujący w żołądku. Picie napojów z zawartością tego składnika wspomaga procesy przemiany materii. 

Eco Vital przedstawiciel handlowy

Istotne jest, by nie stwarzać rotawirusom odpowiednich warunków do rozwoju. Dokładna dezynfekcja toalet, mycie owoców oraz regularne wietrzenie naszego miejsca zamieszkania to podstawowe zabiegi, które należy podjąć, jeżeli nie chcemy zachorować. Najbardziej sprzyjający wirusom okres trwa od listopada aż do wczesnej wiosny. W kwietniu możemy czuć się bardziej bezpieczni, ponieważ łatwiej „wykurzyć” je z domu.

Słodkie zagrożenie

wtorek, 5 listopada 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Istnieje wiele prawnie dopuszczonych do obrotu środków, które w poważnym stopniu szkodzą naszemu zdrowiu. Przywykliśmy już do tego, że trudno uciec od barwników, konserwantów, regulatorów, wzmacniaczy itp. Zdrowy rozsądek i zdobywanie wiedzy na temat tego, co jemy, może nas jednak uchronić przed poważnymi chorobami. Aspartam, wentyl bezpieczeństwa dla osób cierpiących na otyłość, zdaniem naukowców trwale szkodzi ludzkiemu organizmowi, prowadząc w skrajnych przypadkach do śmierci. Dlaczego więc tak trudno wyeliminować go z naszej diety?

Eco Vital praca

Produkty dietetyczne cieszą się coraz większą popularnością. Czasami zależy nam na utrzymaniu wagi za wszelką cenę. Nie przejmujemy się nawet towarzyszącymi temu objawami w postaci wysypek, bólu głowy lub problemów z widzeniem. Niebezpieczne działanie środków chemicznych, jak wiemy, nie wyklucza możliwości ich spożywania. Aspartam, powszechnie wykorzystywany jako słodzik, jest substancją bezkaloryczną, a do tego bardziej słodką od cukru. Szczególnie chwalą ją sobie osoby cierpiące na cukrzycę. Naukowcy ostrzegają jednak przed toksycznymi właściwościami tego specyfiku. Zdaniem wielu doświadczonych w naukach ścisłych specjalistów beztroskie zajadanie się łakociami z aspartamem może zaostrzyć przebieg chorób. Ponadto podkreślają, iż wiele dolegliwości mija po jego odstawieniu. 

Eco Vital opinie

Aspartam składa się z trzech podstawowych związków. Pierwszym z nich jest metanol, o którym przeciętny człowiek wie, że powoduje ślepotę. Ponadto zawarty w słodziku kwas asparaginowy uważany jest za substancję rakotwórczą. Odpowiada on za powstawanie asparaginianu, związku pełniącego w organizmie rolę neuroprzekaźnika. Jego zwiększone spożycie skutkuje jednak obumieraniem komórek nerwowych. O przedawkowanie nie jest dziś szczególnie trudno, skoro większość kupowanych dziś produktów zawiera podobne substancje słodzące. Podobnie wygląda sytuacja z fenyloalaniną, niezbędnym nam do życia aminokwasem, z którym nie warto przesadzać, ponieważ przekroczenie dopuszczalnych norm kończy się podniesieniem poziomu noradrenaliny. Wraz z obniżeniem poziomu serotoniny dochodzi do zaburzeń emocjonalnych. 

Eco Vital praca

Aspartam trafił na rynek w 1983 roku. Od tego czasu jest dostępny na całym świecie. Koncern Monsanto, znany na świecie lider branży biotechnologicznej, w 1992 roku podpisał umowę z firmami PepsiCo oraz CocaCola na dostawy środka. Gdy wygasł patent, zaczęto go produkować pod innymi nazwami. Wykorzystywanie aspartamu stało się więc jeszcze bardziej powszechne. Naukowcy wielokrotnie przeprowadzali badania na szczurach. Specjaliści z Fundacji Ramazziniego podawali im dawki imitujące dzienne spożycie specyfiku przez ludzi. Związek wywoływał u szczurów białaczkę, chłoniaki oraz inne nowotwory, m.in. nerek. Dziś wycofanie aspartamu z rynku jest praktycznie niemożliwe. Po pierwsze, wielkie koncerny przyznałyby się w ten sposób do błędu i byłyby zmuszone do wypłacenia sporych odszkodowań. Po drugie, pozostanie przy stanowisku, że substancja jest bezpieczna, będzie dla wszystkich rynkowych graczy o wiele tańsze.


Trwałość na 5!

Trudno wyobrazić sobie współczesne życie bez trwałej żywności. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że wszystko mamy pod ręką i w razie potrzeby niczego nam nie brakuje. Dzięki powszechnie stosowanym metodom konserwacji nie musimy martwić się o świeżość naszych produktów. Wydajemy mniej środków na żywność, ponieważ raz zakupiona przez dłuższy czas zachowuje swoje walory odżywcze. Postanowiłam przygotować krótkie i treściwe zestawienie najpopularniejszych sposobów przechowywania jedzenia.

Metody utrwalania dzielimy na kilka grup. Do pierwszej z nich należą metody fizyczne. Przede wszystkim przechowujemy żywność w niskich temperaturach. Naukowcy przyjmują, że przy chłodzeniu składników do 0°C szybkość przemian biologicznych może się zmniejszyć nawet 10-krotnie, przy jednoczesnym wydłużeniu okresu ich przydatności. W przypadku, gdy schłodzimy produkty poniżej optymalnej granicy, może dojść do uszkodzeń, takich jak plamy na skórce w przypadku niektórych owoców. Dużo bardziej skuteczne jest zamrażanie. Przemiana wody w lód stwarza warunki, w których liczne drobnoustroje nie mogą się rozwijać. Istotne jest, by mrożenie zachodziło szybko. Z drugiej strony także w wysokich temperaturach możemy uzyskać zamierzone efekty. Często wykorzystywanym procesem jest pasteryzacja. Ogrzewanie produktów do granicy ok. 85°C powoduje unieszkodliwienie mikroorganizmów oraz pozbycie się drobnoustrojów. Pasteryzacji można dokonywać na kilka sposobów, np. rozgrzewając nasz materiał przez 30 minut w niższej temperaturze bądź poprzez szybkie ogrzanie do 90°C i natychmiastowe schłodzenie. Łagodniejszym procesem ogrzewania jest termizacja, która w połączeniu z przechowywaniem w hermetycznym zamknięciu daje długotrwałe efekty.

Suszenie żywności jest jednym z najszybciej „wynalezionych” sposobów jej zabezpieczania. W najbardziej prymitywnej formie zachodzi ono z udziałem słońca i wiatru. Dziś jednak korzystamy z bardziej zaawansowanych suszarek, z użyciem których proces następuje znacznie szybciej niż kiedyś. Utrata wody i innych substancji uniemożliwia powstawanie reakcji pomiędzy aminokwasami a cukrami, co objawia się zmianą smaku oraz zapachu. Wysoka zawartość kwasów organicznych oraz cukrów zapewnia trwałość naszego pożywienia. Wodę możemy również usuwać stosując zagęszczanie. Taki produkt nosi wówczas nazwę koncentratu i znacznie zmniejsza swoją masę. Dobry sposób na odwodnienie stanowi też solenie potraw.

Poza metodami fizycznymi wyróżniamy także chemiczne oraz biologiczne. Do tych pierwszych zaliczamy wszelkie środki chemiczne wykorzystywane do konserwacji żywności. Najpopularniejsze z nich to m. in. kwas octowy oraz roztwór gazowy dwutlenku siarki. Jedną z najczęściej stosowanych metod chemicznych jest wędzenie, podczas którego produkt poddawany jest działaniu ciepła i związków wydzielających się wskutek spalania drewna. Wyróżniamy wędzenie zimne, ciepłe i gorące, w zależności od przyjętej temperatury. Jeżeli chodzi o sposoby biologiczne, zdecydowanie najpopularniejsze jest kiszenie. Z cukru znajdującego się w poddanym procesowi produkcie wydziela się kwas mlekowy, który chroni przed gniciem, ale nie zapobiega pleśnieniu.

Pożyteczny wypoczynek

wtorek, 15 października 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Odchudzanie nie musi być żmudne, monotonne i związane z ciągłym odmawianiem sobie jedzenia. Powszechnie wiadomo, że bardziej wymaga ono zmiany pewnych nawyków żywieniowych zamiast zmniejszania porcji. Istnieją także o wiele ciekawsze sposoby na pozbycie się zbędnych kilogramów.

Czy spalanie tłuszczu może mieć cokolwiek wspólnego z relaksem? Okazuje się, że tak. Sauna fińska jest wynalazkiem, z którego dobrodziejstw korzysta już zdecydowana większość narodów świata. Korzyści, jakie zapewnia ludzkiemu organizmowi, są coraz częściej doceniane przez użytkowników. Dzięki temperaturze 120°C naczynia krwionośne zostają wzmocnione, co bardzo pomaga w dotlenieniu naszych komórek. Po każdym wyjściu z sauny bierzemy zimny prysznic, dzięki czemu nasze ciało nabiera jędrności i sprężystości. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, kobiety korzystające z sauny są mniej narażone na niebezpieczeństwo wystąpienia cellulitu. W połączeniu z oczyszczającymi właściwościami daje ona niesamowite efekty.

Kąpiel w saunie polega na przebywaniu na przemian w niskiej i wysokiej temperaturze. Jeżeli jesteśmy zdrowi, możemy z niej korzystać bez względu na porę roku. Osoby powyżej 50. roku życia oraz dzieci poniżej 6. roku życia powinny przejść specjalistyczne badania lekarskie zanim zdecydują się na taki zabieg. Z punktu widzenia medycyny sauna fińska w pewnym stopniu obciąża nasz organizm. Do zabiegu nie należy przystępować ani na czczo ani po zbyt obfitym posiłku. Nie powinno się także pić przed wejściem dużych ilości wody. Warto wypić ciepłą herbatę, by wzmóc pocenie.

Po wejściu do sauny przyjmujemy pozycję zapewniającą nam niezbędny komfort. Gdy pojawiają się pierwsze kropelki potu, możemy przyspieszyć proces poprzez nacieranie naszego ciała wodą. Po kilku minutach pobytu zwykle polewa się nią także rozgrzane kamienie. Finowie nazywają ten rytuał „duszą sauny”, ze względu na towarzyszące mu uderzenie gorącej fali powietrza, potwierdzają to również nasi koledzy z Eco-Vital, dla których kontakt z sauną to wielkie wydarzenie. Po pewnym czasie objawy nagrzania stają się nie do zniesienia, co stanowi dla nas sygnał do wyjścia na zewnątrz. Nasza wytrzymałość na wysoką temperaturę ma w końcu swoje granice. Warto jednak przełamać początkową niechęć, ponieważ w saunie fińskiej nie tylko spalamy tkankę tłuszczową, ale również bronimy się przed różnego rodzaju chorobami. Gdy dopada nas przeziębienie, możemy się z niego wyleczyć już w początkowej fazie. Jest to najlepsza chwila na pozbycie się niechcianego intruza, ponieważ w późniejszych stadiach chorób lekarze zdecydowanie odradzają korzystanie z zabiegu. 
 
Finowie wiedzą, jak w idealnych proporcjach łączyć przyjemne z pożytecznym. Rzadziej spotykają się w klubach, by wspólnie imprezować. Znacznie częściej gromadzą się w saunie na wspólnych pogawędkach. Przeciętna długość życia w Finlandii wynosi prawie 79 lat, co klasyfikuje kraj w czołówce państw europejskich pod względem tego wskaźnika.

Kwasy z opakowań

czwartek, 10 października 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Kilka postów wcześniej pisałam o dodawanych do niemal każdej żywności barwnikach. Dziś opowiem co nieco o regulatorach kwasowości, które również stanowią ważny składnik produktów spożywczych. Przede wszystkim pełnią rolę konserwantów i współuczestniczą w zachowaniu odpowiedniego koloru towaru.

Może nam się wydawać, że bez regulatorów kwasowości produkty także mogłyby zachowywać trwałość. Nic bardziej mylnego. Podstawowym punktem zapewnienia bezpieczeństwa żywności jest troska o właściwe pH, które jest pomiarem odczynu produktu (zasadowym lub kwasowym). Jest to skala od 0 do 14, na której każda wartość poniżej 7 jest wartością kwasową, 7 to odczyn obojętny, wartości powyżej 7 oznaczają, iż składnik ma odczyn zasadowy. Dla przykładu nasz kwas żołądkowy posiada odczyn o wartości mniej więcej 1.3 – 3.0. By określić tę cechę danego produktu spożywczego, nie musimy posługiwać się skalą pH. Żywność zasadowa z reguły ma gorzki smak, w przeciwieństwie do kwaśnej. Brak kontroli nad współczynnikiem pH może spowodować rozwój patogennych bakterii, co niekorzystnie odbija się na naszym zdrowiu.
Zakwaszanie produktów jest jednym z wielu sposobów przedłużania ich przydatności do spożycia. Niektóre z nich muszą osiągnąć pewien poziom kwasowości, aby nie ulec zakażeniu. Z tego powodu kwasimy ogórki, kalafiory oraz karczochy. Szczególnie silne toksyny produkuje laska kwasu kiełbasianego. Najbardziej znanym i powszechnie wykorzystywanym w przemyśle odżywczym regulatorem jest kwas cytrynowy. W szczególności wzmaga aktywność przeciwutleniaczy. Najczęściej wykorzystywany jest również jako zagęszczacz do marmolady. Również inne składniki wykazują kilka właściwości. Octan wapnia nie tylko używany jest w procesie produkcji do zakwaszania, ale również jako doskonały konserwant hamujący rozwój niepożądanych i szkodliwych bakterii.

Warto znać kilka istotnych faktów dotyczących regulatorów i zagęszczaczy. Bardzo często zdarza się, że na etykiecie produktów, w ich składzie widnieje sformułowanie „aromat identyczny z naturalnym”. Pierwsze, co zazwyczaj przychodzi nam wówczas to głowy, to pytanie, gdzie tkwi haczyk. Automatycznie stawiamy znak równości między identycznym i naturalnym. Niekiedy zdarzają się sytuacje wręcz odwrotne. Określenie, iż substancja jest identyczna z naturalną, oznacza związek chemiczny o identycznym składzie, który otrzymano inną metodą niż ze źródeł naturalnych. Trudno dziś stosować podział na substancje naturalne i syntetyczne. Najważniejsza jest czystość produktu końcowego. W wyniku wykorzystywania tradycyjnych metod często pozostaje on dużo bardziej zanieczyszczony niż po przeprowadzeniu syntezy chemicznej.


Nie jest tajemnicą, że regulatory kwasowości podlegają w Unii Europejskiej ścisłym przepisom. Nakładają one na producenta obowiązek informowania o zastosowanych procesach na dołączanych do produktów etykietach. Często treści na nich zamieszczone przypominają alfabet, jednak wrzucanie wszystkich związków do jednego worka jest dużym uproszczeniem.

Ile cukru w cukrze?

poniedziałek, 7 października 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Zastanawiacie się czasami, ile cukru zawierają spożywane przez Was potrawy? A może spotkaliście się kiedyś z pojęciem glikemii? Dzisiejszy wpis poświęcony jest zachodzącym w naszych organizmach relacjom pomiędzy wchłanianymi węglowodanami, a poziomem glukozy we krwi.

Cukrzyca już dobrych kilka lat temu została uznana za chorobę cywilizacyjną. Według statystyk na całym świecie zmaga się z nią ok. 250 mln osób. To jednak tylko naskórek problemu. Wiele osób choruje na nią, nawet nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. Kluczem do walki z chorobą są regularne badania, dzięki którym można skutecznie złagodzić jej objawy oraz groźne powikłania. Glikemią nazywamy poziom cukru we krwi. Wyrażamy go w gramach na litr i u zdrowej osoby na czczo wynosi ok. 1 g/l. Spożywane przez nas węglowodany są przekształcane w glukozę, która następnie dostaje się do krwi. Gdy jej poziom jest podwyższony, trzustka wydziela insulinę w celu jego obniżenia. Ilość hormonu decyduje o tym, czy jesteśmy w stanie poradzić sobie z nadmiarem cukru.

Przez wiele lat naukowcy uważali, że produkty o identycznej zawartości węglowodanów w takim samym stopniu wpływają na glikemię. Teza ta została jednak obalona wskutek przeprowadzonych niedawno doświadczeń. W połowie lat 70. odkryto, iż dużo ważniejszą cechę stanowi zdolność węglowodanów do podnoszenia poziomu glukozy we krwi. Dr David Jenkins z uniwersytetu Stanforda opracował metodę oceny IG ( indeksu glikemicznego ). W tym celu przyporządkował glukozie indeks o wartości 100. Odpowiada ona sytuacji, w której nasz organizm bez problemów przyswaja cały cukier, który mu udostępniamy. Krótko mówiąc, indeks glikemiczny informuje nas, w jakim zakresie jesteśmy w stanie wchłaniać określone węglowodany. Jeżeli jest wysoki, spowodują one szybki wzrost poziomu glukozy we krwi. Wartość indeksu dla określonych produktów nie jest wartością stałą, ponieważ zależy od formy spożywania oraz źródła pochodzenia danego pokarmu.

Większość produktów węglowodanowych zawiera cukry złożone, takie jak skrobia. Dotyczy to głównie owoców, roślin strączkowych oraz zbóż. Przyswajając je, nasz organizm dokonuje rozkładu składników na glukozę. Proces ten rozpoczyna się już w jamie ustnej. Od czego najczęściej zależy wartość IG? Przede wszystkim od metody obróbki produktów. Niektóre sposoby przetwarzania przemysłowego przyczyniają się do podniesienia poziomu indeksu. W warunkach wysokiej temperatury może on wzrosnąć nawet o ponad 100 % w stosunku do wartości pierwotnej przed poddaniem obróbce. Jeżeli w toku przetwarzania dochodzi do zwiększenia ciśnienie, indeks może się obniżyć. Dużo bardziej zdrowo jest jeść makaron ugotowany al dente, ponieważ dłuższe gotowanie wzmaga proces żelowania skrobi. Zmieniając strukturę tego cukru, zmieniamy poziom IG, najczęściej na naszą niekorzyść.

Warto korzystać z nowych zdobyczy nauki. Mimo iż teoria IG jest odrzucana przez część naukowców ze względu na ich hipokryzję i ignorancję, została naukowo udowodniona. Póki co, trudno przejść obok niej obojętnie.

Witaminy po ciemnej stronie mocy

piątek, 4 października 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Eco Vital pracaO witaminach zawsze i wszędzie mówi się dużo. Zwykle w samych superlatywach, bo w końcu nie możemy bez nich żyć, a ich niedobór grozi różnymi powikłaniami. Nie trzeba także wspominać o korzyściach dla naszej urody. W tkankach zachodzą procesy decydujące o funkcjonowaniu całego organizmu i właśnie witaminy są niezbędnymi do ich przeprowadzania składnikami. Czy w każdej sytuacji stanowią o naszym bezpieczeństwie czy też czasami powinniśmy ich unikać?

Na wygląd oraz kondycję naszej skóry największy wpływ ma witamina A. Przyspiesza ona jej regenerację oraz działa nawilżająco. Łatwo się domyślić, iż niedobór w tym zakresie przyczynia się do powstawania suchego, złuszczonego naskórka oraz mniej korzystnego wyglądu zewnętrznego. W branży kosmetycznej stosuje się retinol, nazywany stabilizowaną formą witaminy A. Jest to także jej najłatwiejsza do przedawkowania postać. Przesadzając ze spożyciem retinolu możemy nabawić się poważnego zatrucia, nudności, biegunki oraz ogólnych problemów z samopoczuciem. Przedawkowanie może skończyć się dla nas skomplikowanymi w skutkach schorzeniami, takimi jak zaburzenia widzenia, uszkodzenia wątroby oraz utrata włosów. Bardzo bogatym źródłem witaminy A jest tran, jednak charakteryzuje się on dużą zawartością retinolu. Są jednak o wiele bezpieczniejsze formy jej przyjmowania. Beta – karoten, znany nam przede wszystkim z soków marchwiowo – owocowych, stanowi doskonałe rozwiązanie dla naszej codziennej profilaktyki żywieniowej. Jest on przyjmowany przez nasz organizm tylko w takich ilościach, w jakich go potrzebujemy. Nie ma żartów, moi drodzy. Kobietom będącym w okresie ciąży lekarze stanowczo odradzają przyjmowania zbyt dużych dawek witaminy A, ponieważ mogą one wywołać trwałe wady u dziecka.

Eco Vital zdrowie

Witamina C z kolei nie stanowi praktycznie żadnego zagrożenia dla naszego zdrowia. Jako rozpuszczalny w wodzie składnik naszego pożywienia szybko ulega zniszczeniu pod wpływem wysokiej temperatury oraz tlenu. Wiąże się to z tym, że wszelkie suszone owoce lub warzywa, pozbawione są witaminy C. Jedyne, co może nam zaszkodzić, to jej niedobór. W ramach ciekawostki warto wspomnieć o tym, iż witaminę odkryto dzięki badaniom nad szkorbutem, czyli chorobą marynarzy, którą ów niedobór powoduje. Witamina C doskonale rozpuszcza się w wodzie, dzięki czemu odczuwany przez organizm nadmiar jest usuwany wraz z moczem. 

szkorbut

Przedawkować można także witaminy z grupy B. Teoretycznie jest to niewykonalne, jeżeli przyjmujemy je w formie świeżych owoców i innych naturalnych składników. Mało prawdopodobne jest również przedawkowanie witamin w postaci syntetycznej. Możemy jednak mieć do czynienia z nieprzyjemnymi zaburzeniami neurologicznymi lub bezsennością i zawrotami głowy.

Kofeina - najlepszy przyjaciel człowieka?

poniedziałek, 30 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Dla jednych jest przyjemnością, dla innych zmorą. Jeżeli jesteśmy kawoszami i nie wyobrażamy sobie dnia bez małej czarnej, pomaga nam ona w codziennym funkcjonowaniu. Gdy po pewnym czasie chcemy z niej zrezygnować, tracimy niemal całkowicie energię do życia. Co tak naprawdę daje nam zawarta w kawie kofeina i jakimi mitami na jej temat jesteśmy przesiąknięci?

Faktem jest, że kofeina zwiększa naszą wydolność psychofizyczną. Przyspiesza naszą przemianę materii, a co za tym idzie – wzmaga sprawność mózgu. Z drugiej jednak strony przyczynia się do odwodnienia organizmu, co z czasem wpływa niekorzystnie na nasze funkcjonowanie i możliwości koncentracji. W umiarkowanych dawkach pobudza nas do działania i pozytywnie oddziałuje na naszą pracę, nie należy jednak przesadzać z ilością.

Na co dzień nie zastanawiamy się nad schematem działania kofeiny. Warto więc zwrócić uwagę na kilka istotnych szczegółów. Przede wszystkim zwiększa ona ilość adrenaliny we krwi, jednocześnie stymulując wydzielanie dopaminy odpowiedzialnej za odczuwanie przez nas przyjemności. Nie ma więc co się dziwić, że po wypiciu kawy jesteśmy o wiele bardziej zmotywowani do pracy, a także szybciej podejmujemy skomplikowane dla nas decyzje. Jednak im większy stopień trudności stojących przed nami zadań, tym bardziej kofeina utrudnia nam działanie. Znajdując się pod jej wpływem odbieramy więcej bodźców, co nie pozwala nam skupić się na gromadzeniu dużej ilości danych. W jakich zadaniach jej spożywanie może się przydać? W takich, które wymagają od nas twórczego myślenia i tzw. swobody skojarzeń. Kofeina pomaga nam w swobodnym pisaniu oraz wysławianiu się, a także w wykonywaniu nudnych, rutynowych czynności. Trudności pojawiają się jednak, gdy stajemy przed zupełnie nowym wyzwaniem.

Ciężko też mówić o jednej regule oddziaływania na każdego z nas. Osobom, które dysponują wolną przemianą materii, raczej odradza się przyjmowanie kofeiny w dużych ilościach, ponieważ może zwiększać ryzyko chorób serca. Inaczej jest jednak w przypadku osób posiadających szybką przemianę materii. Spożywanie kofeiny przez nie jest zalecane ze względu na zapobieganie niebezpieczeństwu zachorowania na miażdżycę. Przyzwyczajamy się do niej bardzo szybko. Na jej brak reagujemy drażliwością, bólem głowy, niepokojem i silnymi objawami stresu. Można je złagodzić, pijąc duże ilości niegazowanej wody. Warto także uzbroić się w aspirynę, która zlikwiduje ból. 
 

Zwykle mówimy o dużej zawartości kofeiny w kawie. Łatwo ją jednak znaleźć w składzie leków, popularnych napojów gazowanych, czekolady oraz herbaty zielonej. Ta ostatnia jest szczególnie polecana, jeżeli już nie potrafimy się obejść bez kofeiny. Oczyszcza krew, obniża poziom cholesterolu oraz ciśnienie krwi, a ponadto działa bakteriobójczo.

Karotenoidy - pomaluj swój świat!

środa, 25 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Jakie przysmaki najczęściej wywołują uśmiech na waszych twarzach? Czekolada, żelki? A może tatar z Sokołowa? O tym ostatnim piszę, bo często na widok literki „E” dostajemy gęsiej skórki i krzyczymy, że to ta wstrętna chemia. Tymczasem nie wszystko, co się pod nią kryje, musi być dla nas szkodliwe.


Jedzenie zdecydowanie wpływa na nasz nastrój. Wszyscy mówią, że zdrowe produkty poprawiają nasze samopoczucie, gdy tymczasem uśmiechamy się chrupiąc tłustego kebaba lub hot-doga ze stacji benzynowej. Ostatnie odkrycia nauki pokazują jednak, że korzystne zmiany wywołują w nas przeciwutleniacze zwane karotenoidami. W przeprowadzonym niedawno eksperymencie okazało się, że ich poziom w spożywanych pokarmach był ściśle związany z nastrojem ludzi, którzy brali udział w doświadczeniu. Co prawda poziom optymizmu badano przy użyciu testów psychologicznych, ale liczy się sam efekt.


Karotenoidy to nic innego jak barwniki roślinne. Są one, jak już wcześniej wspomniałam, antyoksydantami, a więc wspomagają procesy obronne organizmu oraz zapobiegają szybkiemu starzeniu. Istnieje ok. 600 barwników roślinnych, ale największe znaczenie dla nas ma 6: beta-karoten, alfa-karoten, kryptoksantyna, likopen, luteina i zeaksantyna. O pierwszym wymienionym chyba nie muszę zbyt wiele pisać. Każdy, komu zależy na ciemnej cerze, szuka produktów, które zawierają jego spore ilości, takich jak szpinak lub marchew. Zastanawialiście się, dlaczego rośliny tak szybko nie usychają, mimo że praktycznie przez cały czas są narażone na działanie promieni słonecznych? Karotenoidy pochłaniają promieniowanie ultrafioletowe, które powoduje powstawanie wolnych rodników, neutralizując ich działanie. Aby zachować dobry wygląd i młodość, koniecznie trzeba spożywać duże ilości warzyw i owoców.


Każdy z barwników ma swoje konkretne zastosowanie i jest wykorzystywany w walce z różnymi chorobami. Likopen skutecznie pomaga w leczeniu raka prostaty bądź żołądka. Duże dawki alfa-karotenu i luteiny znacząco obniżają ryzyko powstawania w organizmie nowotworu płuc. Luteina pozwala na lepsze widzenie w nocy, zapobiega zaćmie i chroni siatkówkę oka. Jak już wspomniałam, karotenoidy są powszechnie wykorzystywanymi substancjami w procesie produkcji żywności. Najczęściej jednak określa się je symbolami: E160a, E160b, E160c, E160d, E160e i E160f. Mało kto z nas ma więc pojęcie, z czym tak naprawdę się spotyka.


W stronę słońca

wtorek, 24 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Winogrona to prawdopodobnie jeden z pierwszych gatunków owoców, jakie człowiek zaczął uprawiać. Stanowią źródło wielu niezbędnych nam witamin i składników odżywczych, dlatego też zaleca się spożywanie ich szczególnie w porze jesiennej. Ponadto jest to podstawowy surowiec wykorzystywany do produkcji wina. Dlaczego warto jeść winogrona? Opowiedzą o tym eksperci kulinarni z Eco-Vital.
Na pewno podnoszą naszą odporność na wszelkie infekcje. Podwyższają poziom tzw. dobrego cholesterolu, przez co zapobiegają miażdżycy. Przynoszą korzyści naszemu sercu oraz całemu kładowi krwionośnemu ze względu na wysoką zawartość potasu. Zawierają także łatwo przyswajalną przez nasz organizm fruktozę i glukozę. O dobrodziejstwachpłynących z jedzenia winogron można by było napisać bardzo wiele. Warto jednak skupić się także na ich rodzajach oraz sposobach pielęgnacji.

Winorośl uprawia się najczęściej na słonecznych, ciepłych i chronionych przed wiatrem zboczach. Dobrze nasłonecznione miejsca sprzyjają odpowiedniemu rozwojowi owoców oraz wzrostowi ich jakości. Nasz klimat doskonale nadaje się do uprawy winogron, choć oczywiście nie wszystkich gatunków. Przede wszystkim należy zapewnić im gliniasto – piaszczyste podłoże, które nagrzewa się w dość szybkim tempie, dodatkowo przepuszczając ciepło. 

Wyróżniamy dwa podstawowe gatunki. Jeżeli jesteśmy przyzwyczajeni do pysznych, słodkich owoców po zerwaniu prosto z drzewa, powinniśmy sięgnąć po jedną z odmian deserowych. Charakteryzują się one gęstym miąższem oraz delikatną skórką. Sadzimy je przy podporach mocowanych w ścianach budynków oraz wykorzystujemy jako ozdobę murów. Możemy także uprawiać je w sposób tradycyjny, puszczając je po drutach rozpiętych na mocno wbitych w ziemię słupkach. Są one wytrzymałe na mróz i inne niekorzystne warunki atmosferyczne, zimą jednak bezpieczniej jest okryć je w celu zabezpieczenia przed niszczeniem pąków. Krótko mówiąc, odmiany deserowe, jak sama nazwa wskazuje, najlepiej nadają się do jedzenia na surowo bądź jako dodatki do wszelkich deserów. Dla miłośników wina najlepszym rozwiązaniem będzie odmiana deserowo – winna, inaczej zwana przerobową. Mamy tutaj takie gatunki jak rondo, które obficie owocuje i daje możliwość uzyskania wysokiej jakości wina, ale jest dużo mniej mrozoodporne. Wykazują za to dużą odporność na choroby i różnego rodzaju grzyby. 

Winogrona są na tyle uniwersalne pod względem warunków atmosferycznych oraz walorów smakowych, że powinny być uprawiane przez każdego, kto znajdzie na nie odrobinę miejsca. Ich działanie do dziś wydaje się być niedocenione. Bardzo dobrze wpływają na naszą cerę oraz nawadniają nasz organizm. Przeciwdziałają wielu dolegliwościom takim jak zaparcia, choroby nerek i wątroby.

Gorzka czekolada - przepis na młodość

poniedziałek, 16 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Wiemy, że uzależnia i jest doskonałym przysmakiem na każdą okazję. Leczy z depresji, wspomaga w nauce, ale także może być przyczyną otyłości. Jak jest naprawdę? Czy te wszystkie właściwości dotyczą również gorzkiej czekolady? Dziś kilka słów o tym, dlaczego warto po nią sięgać.

Mowa oczywiście nie o smaku, ale o jej pozytywnym działaniu, udowodnionym zresztą naukowo. Gorzka czekolada zawiera więcej przeciwutleniaczy niż owoce, przez co wpływa korzystnie na nasz system odpornościowy. 
Z przeprowadzonych badań wynika, że antyoksydanty skutecznie zapobiegają wielu chorobom oraz opóźniają procesy starzenia. W szczególności powinni ją spożywać mieszkańcy dużych miast, którzy są bardziej narażeni na działanie szkodliwych wolnych rodników. Wszelkie przeciwutleniacze neutralizują ich negatywne działanie. Warto również zwrócić uwagę na liczby:

  • 228 mg magnezu (zawartych jest w 100 g gorzkiej czekolady);
  • 720 mg potasu;
  • 12 g błonnika.
Gorzka czekolada stanowi także bogate źródło fosforu i cynku oraz kwasów omega-6. Ponadto po jej zjedzeniu stężenie glukozy w naszych organizmach rośnie dużo wolniej niż wskutek jedzenia pokarmów bogatszych w cukier.

Pracownicy Eco Vital podpowiadają jak jeść zdrowoIstnieje wiele stereotypów. Jeden z nich mówi, że czekolada wywołuje próchnicę. Nic bardziej mylnego. Dzięki wysokiej zawartości związków chemicznych zwanych taninami czekolada utrudnia odkładanie się kamienia nazębnego. Nieprawdą jest także, że wywołuje trądzik. Jeżeli zachowujemy umiar w jej spożywaniu, poprawiamy kondycję naszej skóry dzięki flawonoidom, nawilżającym cerę i udoskonalającym jej strukturę. Co więcej, badania wykluczyły również związek między jedzeniem czekolady, a powstawaniem migreny. Przesąd ten wyrósł z dość prozaicznej przyczyny. Otóż po czekoladę sięgają często kobiety, u których zachodzą zmiany hormonalne wywołujące właśnie migrenę. To właśnie te dolegliwości są odpowiedzialne za uporczywe bóle głowy. Wreszcie, nawiązując do pożytecznych dla nas właściwości tego jakże popularnego przysmaku, czekolada zawiera hormony szczęścia, co sprawia, że stanowi naturalny lek na obniżenie nastroju oraz chandrę.
Dla ciekawostki dodam, że gorzka czekolada może mieć działanie... odchudzające! Jak to możliwe? Spowalnia trawienie i wywołuje uczucie sytości, dzięki czemu spożywamy nieco mniej kalorii niż zwykle. Co odróżnia gorzką czekoladę od reszty? Wysoka zawartość kakao w zamian za cukier. Jeżeli koniecznie decydujemy się nawet na czekoladę mleczną, warto kupić taką, której 70 % składu będzie stanowiła miazga kakaowa.

Zdrów jak ryba?

piątek, 13 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
O rybach wiemy bardzo wiele. Na pewno zawierają dużą ilość nienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3, niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania naszego organizmu. Pełnią one kluczową rolę w procesie odchudzania i przede wszystkim nie odkładają się w tkance tłuszczowej. Nie wyobrażamy sobie zdrowej i pożywnej diety bez dań rybnych. Tymczasem okazuje się, że spożywając ryby zbyt często, jesteśmy narażeni na działanie szkodliwych substancji i związków chemicznych.


Rtęć, bo o niej tutaj mowa, jest jednym z najbardziej toksycznych składników naszego środowiska naturalnego. Nawet w niewielkich ilościach może spowodować nieodwracalne zaburzenia w funkcjonowaniu organizmów żywych. Szczególnie narażonymi „nośnikami” rtęci są ptaki oraz lubiane przez nas ryby. Mimo iż w Polsce poziom ich spożycia jest stosunkowo niski, nadal jesteśmy zagrożeni. Pierwiastek ten kumuluje się w organizmach zamieszkujących środowisko wodne. Nie zabija natychmiast, ale wpływa niekorzystnie na płodność, a w skrajnych przypadkach uniemożliwia reprodukcję. Dotyczy to nie tylko zwierząt przebywających w pobliżu źródeł zanieczyszczeń. Procesy takie jak spalanie węgla oraz wydobycie złota powodują wydzielanie do atmosfery szkodliwych dla nas związków rtęci, a ponadto w wielu miejscach świata jej stężenie przekracza normy przyjęte przez międzynarodowe konwencje.


Organizmy żywe mają problemy z usuwaniem rtęci. Z racji, że zachodzi jej kumulacja, najbardziej zagrożone są gatunki drapieżne. Sami jesteśmy drapieżnikami. Spożywając tuńczyka, znajdującego się na wysokim szczeblu łańcucha pokarmowego, pochłaniamy wyższą zawartość pierwiastka w porównaniu do innych ryb. W przypadku rtęci nie skutkuje dłuższe gotowanie, pieczenie, smażenie lub inne metody wytapiania tłuszczu. Wszelkie szkodliwe substancje znikają, ale rtęć zawsze pozostaje. Gromadzi się głównie w wątrobie i innych wnętrznościach. Dlatego też dobrze jest oczyścić i wypatroszyć rybę przed przygotowaniem. Zbyt duże stężenie rtęci jest powodem uszkodzeń centralnego układu nerwowego. Ptaki zmieniają swój śpiew, ryby anemicznie reagują na ataki drapieżników, a ludzie? Zaczynają się dziwnie zachowywać. Łatwo dostrzec, że negatywne zmiany zachodzą w całym łańcuchu pokarmowym i nie dotyczą tylko jego pierwszego ogniwa.


Jak radzić sobie z narastającym problemem? Oczywiście, że nie warto rezygnować z ryb. Aby przekroczyć tygodniową, 70 – kilogramowy człowiek musiałby zjeść 25 100 – gramowych puszek z tuńczykiem. Spożywać ryby należy więc nie częściej niż 2 lub 3 razy w tygodniu.

Pij mleko, będziesz... chory?

czwartek, 12 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer

Mogłoby się wydawać, że mleko i jego pochodne to jedne z najzdrowszych składników spożywczych. Od dziecka wpajano nam, że mleko to samo zdrowie. Dla Europejczyków być może tak, ale np. dla mieszkańców Bliskiego Wschodu czy Afryki mleko to produkt trujący.
Ponad 70% mieszkańców świata nie trawi cukru zawartego w mleku, czyli laktozy. Wśród Polaków jest to prawie 30% populacji. Dla porównania - tylko ok. 2% Szwedów ma ten kłopot. Natomiast prawie wszyscy rdzenni Afrykanie i Latynosi borykają się z tym problemem. Winowajcą jest pewien enzym, a raczej jego brak. Laktaza, czyli enzym odpowiedzialny za rozkład laktozy, zazwyczaj występuje w jelicie cienkim. U niektórych osób pojawia się jednak jego niedobór, co objawia się nieprzyjemnymi objawami gastrycznymi. Zatem, jeśli czujesz się wzdęty po zjedzeniu kanapki z twarożkiem lub jeżeli wypicie szklanki mleka skutkuje u ciebie wizytą w toalecie, prawdopodobnie należysz do grona "szczęśliwców" cierpiących na nietolerancję laktozy.
Najprostszym sposobem na zdiagnozowanie tej dolegliwości jest wyeliminowanie z diety mleka i produktów mlecznych. Jeśli wtedy objawy ustąpią, jest to jednoznaczny znak, że nasz organizm nie wytwarza odpowiedniej ilości laktazy. Z czasem możemy spróbować stopniowo wprowadzać produkty mleczne do codziennej diety i obserwować reakcje organizmu. Osoby nie cierpiące na ostrą odmianę tego schorzenia mogą zazwyczaj spożywać twarde sery żółte, jogurty, kefiry i inne produkty mleczne, w których laktoza została już rozłożona przez odpowiednie bakterie.


Warto dodać, że nietolerancja laktozy występuje w trzech odmianach:
- pierwotna - może pojawić się w każdym wieku i trwa aż do śmierci, organizm co roku wytwarza coraz mniej enzymu laktazy, 
- wtórna - spowodowana jest przebytą chorobą lub ubocznym działaniem leków (aspiryny, antybiotyków, środków przeciw zapalnych), które niszczą błonę śluzową jelita cienkiego, co hamuje produkcję laktazy na wiele tygodni. Nietolerancja wtórna przechodzi po pewnym czasie.
- wrodzona - nietolerancja występuje najrzadziej, pojawia się zaraz po porodzie i spowodowana jest defektem genetycznym, w wyniku jakiego jelito cienkie w ogóle nie produkuje laktazy. Ujawnia się ona w pierwszym tygodniu życia, spożycie laktozy wywołuje u noworodków groźną biegunkę, która prowadzi do odwodnienia. Noworodek musi przejść na preparaty mleko zastępcze nie zawierające laktozy. 


Jesienna równowaga

wtorek, 10 września 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Dziś spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy z okazji nadchodzącej jesieni warto zmienić swoje nawyki żywieniowe. W końcówce lata, kiedy opadają z nas wszelkie siły witalne, potrzebujemy znacznie więcej witamin i minerałów, niż wcześniej. Ma to związek również ze zbliżającą się zimą.

Podstawą odżywiania się jesienią jest urozmaicenie pod względem produktów. Warzywa takie jak brukselka, kalafior, papryka czy marchew bogate są w składniki mineralne, które śmiało można, a nawet trzeba włączyć do swojego menu. Dzięki ich spożywaniu możemy znacznie wzmocnić odporność organizmu. To jednak nie wszystko, o co powinniśmy zadbać. Niezmiernie ważne są produkty przeciwdziałające stresowi, smutkowi oraz codziennemu zmęczeniu. Należą do nich głównie suszone owoce, takie jak np. śliwki, które zawierają spore ilości magnezu i żelaza – dwóch antystresowych pierwiastków. Zdarza się, że potrafimy zrobić wszystko, byleby tylko nie przytyć w czasie jesieni i zimy. Nic bardziej mylnego. Jeżeli zaczniemy unikać węglowodanów, nasz nastrój ulegnie obniżeniu. Wystarczy zachować umiar i spożywać tzw. węglowodany złożone, które wolniej się wchłaniają i dostarczają energii na długi czas. Ponadto czekolada zawiera składniki o działaniu psychoaktywnym, które poprawiają nasze samopoczucie.

Warto spożywać również przyprawy, takie jak chili czy papryka. Pobudzają one mózg do wydzielania endorfin. Natomiast goździki, cynamon i imbir rozgrzewają organizm i korzystnie wpływają na nasze samopoczucie. 

Jesienią zdecydowanie spada tempo naszej przemiany materii. Organizm spala dużo mniej kalorii, niż mu dostarczamy. Chętniej sięgamy po słodycze, by później żałować, że przybyło nam kilka dodatkowych kilogramów. Zamiast spożywać puste kalorie, warto skupić się na produktach zawierających błonnik, któremu również poświęciłam wpis na moim blogu. Surowe warzywa i pełnoziarniste pieczywo to doskonały sposób na jego dostarczenie organizmowi. Dzięki temu poprawimy perystaltykę jelit i będziemy więcej spalać w czasie, kiedy nasz organizm wykazuje największą pod tym względem aktywność (ok. południa). W pracy rzadko mamy czas nad tym, by zastanawiać się, co jemy. Jeśli wykażemy odrobinę zaangażowania, możemy uniknąć późniejszych problemów z nadwagą. Nie chodzi o to, ile jeść, ale jakiej jakości są to produkty. Przy okazji wzmocnimy swój organizm i będziemy się czuli komfortowo przez cały chłodniejszy okres naszego roku.

Dobry i zły cholesterol

piątek, 30 sierpnia 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Wielu z nas cholesterol kojarzy się z czymś jednoznacznie złym. Od początku XX wieku medycyna dostrzega związki między nim, a wszelkimi problemami związanymi z układem krążenia. Krew, przepływając przez nasze naczynia krwionośne, dostarcza komórkom tlen oraz substancje spożywcze. Zawiera jednak również substancje, które uszkadzają nasze tętnice i żyły. Uszkodzenia te sprawiają, że w ich miejscach osadza się m. in. właśnie cholesterol. Po jakimś czasie występują problemy z przepływem krwi w tych punktach. Następstwem tego wszystkiego jest niedotlenienie narządów. 
Mało kto zdaje sobie sprawę, że cholesterol spełnia również ważne funkcje w naszym organizmie. Oczywiście pod warunkiem, że utrzymujemy go na właściwym poziomie. Wystarczy zastosować się do kilku podstawowych zasad. Najważniejszym czynnikiem w walce ze złym cholesterolem jest regularny wysiłek fizyczny. Wiemy, że ruch korzystnie wpływa na nasze krążenie i sprzyja utrzymaniu prawidłowej wagi ciała, wskutek czego pomaga w zapobieganiu miażdżycy i innych schorzeń.
Nie ma nic za darmo. Chcąc poprawić poziom cholesterolu w naszej krwi, powinniśmy zmienić nasze przyzwyczajenia żywieniowe. Warto ograniczyć ilość spożywanych tłuszczy zwierzęcych oraz węglowodanów. Zamiast pochłaniać niezdrowe potrawy, lepiej zastąpić je produktami zawierającymi błonnik, który jest naszym najlepszym sprzymierzeńcem w walce ze złym cholesterolem. Jedną z najlepszych diet w tym przypadku jest dieta śródziemnomorska, oparta w głównej mierze na surowych warzywach. W połączeniu z lampką wina daje skuteczne efekty. Czerwone, wytrawne wino obniża poziom cholesterolu oraz ciśnienie krwi. Ważnym elementem kontroli jego poziomu są regularne badania. Mają one szczególne znaczenie w sytuacji, gdy prowadzisz siedzący tryb życia, palisz papierosy, masz problemy z nadwagą bądź jesteś w podeszłym wieku. Objawy pojawiają się bowiem dopiero w późnych stadiach chorób.
Kiedy pojawiają się bóle w klatce piersiowej czy też w okolicach serca, są to pierwsze symptomy choroby wieńcowej. Codzienne funkcjonowanie staje się nie do zniesienia i potrzebujemy natychmiastowej pomocy medycznej. Lekarze radzą najczęściej, by osoby powyżej 20. roku życia sprawdzały poziom cholesterolu przynajmniej raz na 5 lat. Jeżeli specjalista stwierdzi, że pojawiają się jakieś problemy, może zalecić częstsze kontrole.

Bez błonnika ani rusz!

poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Zdrowe odżywianie nie miałoby większego sensu, gdyby nie pewien znaczący składnik diety. Mowa oczywiście o błonniku. Dlaczego jest taki ważny?
Najpowszechniej znanym faktem z nim związanym jest to, że poprawia perystaltykę jelit. Mówiąc wprost, spożywanie dużych ilości błonnika znacznie przyspiesza przemianę materii. Dietetycy oraz inni specjaliści od zdrowego żywienia uważają również, że odgrywa bardzo ważną rolę w leczeniu cukrzycy i chorób układu krążenia, ponieważ obniża poziom cholesterolu w organizmie. Dzięki usprawnianiu pracy jelit możemy o wiele łatwiej pozbyć się toksycznych substancji zalegających w naszym przewodzie pokarmowym. Nie chcemy przecież, aby przedostawały się one do krwiobiegu i tym samym nas zatruwały.

Minęło mnóstwo czasu zanim naukowcy zaczęli doceniać rolę błonnika. Wcześniej był uważany tylko za niepotrzebny składnik pożywienia, ponieważ ludzki organizm nie zawiera enzymów, które zdolne by były go strawić. Od kilkunastu lat jednak jego działanie staje się coraz bardziej zauważalne i odczuwalne. Czym właściwie jest błonnik? W skrócie jest to grupa substancji zawartych w ścianach komórkowych organizmów roślinnych. Warto więc, by nasza dieta była bogata we wszelkiego rodzaju owoce i warzywa. Wraz ze stosowaniem niskotłuszczowej diety możemy o wiele skuteczniej zapobiegać nowotworowi jelita grubego. Dzięki spowalnianiu procesów wchłaniania substancji z jelita cienkiego do krwi błonnik utrzymuje stały poziom cukru we krwi. Wskutek tego nasza całodzienna energia nie ulega wahaniom. Wszystkich pozytywnych działań błonnika nie sposób tutaj wymienić.
Jednym z najważniejszych jest przeciwdziałanie zaparciom. Błonnik przemieszcza się przez cały przewód pokarmowy w niezmienionym stanie. Wchłaniając wodę, zwiększa objętość mas kałowych, co oczywiście ułatwia wydalanie. Wchłanianie wody powoduje z kolei jego pęcznienie, dzięki któremu wypełnia żołądek i zmniejsza uczucie łaknienia. Można więc stwierdzić, że błonnik zdecydowanie pomaga w walce z otyłością. Co więcej, oczyszcza organizm z kwasów żółciowych oraz metali ciężkich.
Efektem spożywania dużej ilości błonnika jest niższa zachorowalność na choroby nowotworowe układu pokarmowego. Według Światowej Organizacji Zdrowia przeciętnie człowiek powinien spożywać ok. 20 – 40 g dziennie. Najlepszym rozwiązaniem jest również uzupełnienie go o wodę spożywaną w ilościach co najmniej 2 litrów na dobę. Należy unikać błonnika w formie tabletek, ponieważ łatwo wówczas o przekroczenie limitów. Jeżeli wcześniej nie zawracaliśmy sobie głowy zdrowym odżywianiem lub równoważeniem naszej diety, należy stopniowo wprowadzać go do naszego jadłospisu, by nie zmieniać nawyków żywieniowych z dnia na dzień.

Słona cena przesolenia

środa, 14 sierpnia 2013
Autor: Sylwia Wimmer
Sól jest istotnym elementem codziennej diety. Znajdują się w niej ważne elementy odżywcze, bez których nasze płyny ustrojowe tracą równowagę. Sól ma także właściwości konserwujące – pomaga przedłużyć świeżość przygotowywanej żywności. Korzystają z tego producenci, którym zależy na uzyskaniu towarów z jak najodleglejszą datą przydatności do spożycia. W wędlinach, serach i gotowych produktach jest tak dużo soli, że dodawanie jej do samodzielnie przyrządzanych posiłków wiąże się z systematycznym przekraczaniem dziennej, zalecanej dawki. Najbardziej problematycznym składnikiem soli jest sód – jego nadmiar niesie
negatywne dla zdrowia konsekwencje, takie jak wzrost ciśnienia tętniczego i choroby z tym związane. Lista zagrożeń dla fanów słonych przekąsek jest długa: od dolegliwości mniej dokuczliwych, takich jak opuchlizny (sól zatrzymuje wodę w organizmie), przez przybieranie na wadze, po ryzyko udaru mózgu i zawału serca.
Dlaczego powinniśmy się tym martwić? Dlatego, że dzienną normę (płaska łyżeczka soli) bardzo łatwo przekroczyć. Wystarczy przesolić zupę. Albo sięgnąć po ulubione chipsy.


Słone przekąski są tym, co chętnie jadamy podczas oglądania filmów i przy pracy. Zawierają nie tylko dużo soli, ale także nadmiar tłuszczów. Sprawa z chipsami jest o tyle trudna, że sięgają po nie często dzieci, a te najłatwiej przyzwyczajają się do smaków. Nawyki utrwalone w dzieciństwie są wyjątkowo trwałe – często bez powodzenia zmagamy się z ich wyplewieniem w dorosłym życiu.
 
Aby wzmocnić smak potraw instant, producenci dodają do nich dużo soli. Skoro konsumenci wiedzą, że zupki z torebki są niezdrowe, muszą być one przynajmniej smaczne. Płacimy wysoką cenę za to, żeby szybko się najeść.
Nie można zrzucić całej odpowiedzialności za nadużywanie przez nas soli na producentów gotowej żywności. Często jesteśmy sami sobie winni – stosując gotowe mieszanki przypraw (z proporcjonalnie największym udziałem soli), rezygnujemy z przygotowywania potraw w sposób samodzielny. I znów, w walce z białymi granulkami, najbardziej przeszkadza nam lenistwo.
Trudno wygrać ze wszechobecną solą, ale można ograniczyć jej spożycie. Skoro w gotowych produktach jest jej tak dużo, spróbujmy stosować mniej soli w potrawach, które przygotowujemy sami. Białe granulki dobrze jest zastąpić innymi przyprawami, również poprawiającymi smak, a mającymi lepszy wpływ na zdrowie – bazylia, oregano, majeranek, tymianek, kminek – z długiej listy ziół każdy wybierze coś dla siebie.